|
Zapadła decyzja - jedziemy. Boże Ciało należy spędziEw górach. Musimy to zrobiEżwawo i sprawnie, bez op... - instruuje Kierownik. Szybka akcja, bo ustalenie jednego, wszystkich satysfakcjonującego terminu wyjazdu graniczyło z cudem. Kierowca zmówiony, cel wyznaczony, ruszamy na południe sprawdzonym szlakiem po dawnej Monarchii. Tankowanie i postoje w dobrze znanych miejscach, zakupy podstawowych artykułów spożywczych na śląsku Czeskim należą poniekąd do rytuału i tradycji wyjazdów alpejskich. Po nie najlepiej przespanej nocy - siedzenia w samochodzie jednak są trochEniewygodne słyszymy "Dober dan" - Słowenia wita nas blaskiem wschodzącego słońca, widokami białych - wapiennych szczytów i napisów w języku znacznie bliższym sercu, niż w kraju, który właśnie opuszczamy. Należy nadmieniE iż w celach poznawczych opuściliśmy autostradEpod Villach i na Bałkany przedostaliśmy siEmałym przejściem granicznym (Wurzenpass 18‰) sprawdzając równocześnie moc silnika i sprawnośEhamulców. Kranjska Gora - dotychczas znana tylko z telewizji, z zawodów pucharu świata w narciarstwie alpejskim, gdzie sukcesy odnosili Jure Kosir i Urska Hrovat gwiazdy raptem dwumilionowego państwa. Ale przecież niedaleko stąd, na Velikance to właśnie jeden z najbardziej sławnych Polaków święcił triumfy...
Słowenia szaleje. Słowenia gra na mistrzostwach świata w piłce kopanej. Gwiazdą jest Zlatko Zahovic i cała drużyna. Jest nawet kolekcja etykiet i podkładek pod piwo ze zdjęciami reprezentantów kraju. Kierownik - kolekcjoner ma dylematy, czy nie zacząEich zbieraE aczkolwiek miałoby to raczej ujemne skutki dla planowanej akcji górskiej. Więc: Kontretykieta nie jest istotna - Kierownik disce.
W barze trwa właśnie transmisja meczu. Leje siELasko i Zlotorog, jednak Słoweńcy są lepsi w kopaniu, aniżeli warzeniu piwa. Ludzie pogodni, chętnie udzielają informacji. Dojeżdżamy pod Alzajew Dom. Liczba samochodów na parkingu wskazuje, że od północnej strony góra jest chodzona, a frekwencja niezła. Ale jest coś nie tak, brakuje karosy z czeskimi horolezcami. Szybkie śniadanie, a raczej wczesny obiad i w drogE Schronisko Alzajew jeszcze zamknięte, trudno potwierdziEinformacjEz Kranskiej Gory, że Triglavski Dom na Kredaricy jest już otwarty. Naprzód. Nogi siEtrochEpod nami uginają, bo noc w samochodzie, bo ciEki plecak, bo trzeba mieEwodE bo wapieE bo duszno...
|
|
Triglav (2863) - najwyższy szczyt Alp Julijskich
|
Północna Triglava (na zdjęciu), potEna, masywna, pionowa. Chapeau Bas przed zdobywcami.
Z Doliny Vrata na Triglav wiedzie kilka turystycznych dróg: Droga przez Próg (tzw. Pragerweg) oraz przez przeł. Luknja, którą będziemy schodziE My wybieramy ponoEnajtrudniejszy wariant tzw. Szlak Tomiška, pełni ciekawości opisywanych w literaturze trudności.
Od pomnika w lewo, w las do góry i to nie najłagodniej. Robi siEcoraz cieplej, czy to z wysiłku, czy ze względu na zbliżającą siEburzE Oj, chyba jednak będzie lało, a na razie las, do góry i Szkarlatica wynurzająca siEpo drugie stronie doliny w cieniu burzowych chmur. Pojawiają siEwreszcie długo oczekiwane atrakcje. Tu trawersik, tam lina i sztyfty, no i długo oczekiwany deszczyk. Akurat dochodząc do ponoEkluczowego miejsca w podejściu - nieco wystromionej, acz nieźle urzeźbionej i ubezpieczonej ścianki, jak podają mądre książki i sieE lunEo jak z cebra, błyskając i grzmiąc nie w tak wielkiej oddali. śmieszne to uczucie, będąc wyposażony w znaczną ilośEmetalowego szpeju.
Na szczEcie w połowie wspomnianej ścianki jest okap, który doskonale służył jako parasol, tylko nie dla czterech osób :). BurzEprzetrwaliśmy w stanie dobrym ruszając dalej w kierunku, przekraczając liczne żeberka. Dochodzimy do źródełka, którego nie ma i jesteśmy na długo oczekiwanych rozstajach na plateau. Nasza droga faktycznie jest ciekawa i urozmaicona, a trudnych warunkach nawet nieco niedogodna. Natomiast trudności techniczne nie przedstawiają większego problemu. Pogoda siEznacznie poprawiła, nawet zaczEy do nas docieraEpromienie słoneczne. Należało więc zatankowaEwody z pola śnieżnego do opróżnionych butelek, bo w schronisku podobno kosztuje majątek. Oj ta droga przez plateau ciągnie siEnieco, ale widoczne już schronisko i powiększający siEz każdym krokiem masyw Triglava oraz złocisty płyn marki lasko motywuje pozytywnie. Uff, dotarliśmy. Widoki zaiste sympatyczne, niewiele ludzi kręcących siEna zewnątrz, dawało nadziejEna nocleg niekoniecznie na podłodze. Po ustaleniu noclegu w polsko słowackim narzeczu otrzymaliśmy miejsca w pokoju na najwyższej kondygnacji za jedyne 2254 SIT (niecałe 10 €) udaliśmy siEna kwaterE gdzie spotkaliśmy długo oczekiwanych braci Czechów. Jeszcze tylko kolacja, uzupełnienie płynów ustrojowych lokalnymi wyrobami i mycie w nowoczesnej łazience w przyziemiu i spaE To był długi dzieE Wody nie brakowało, można napełniaEbutelki do woli pod kranem.
Godzina piąta minut trzydzieści, kiedy pobudka zagrała wstaliśmy silni zwarci i gotowi do szczytowania. Pogoda zapowiadała siErewelacyjnie. Szybkie śniadanie, oj znowu siEokazało, że więcej mamy niż zjemy. Eh, ta polska zapobiegliwośE Droga na szczyt dobrze widoczna i oznakowana, jak również ponad miarEubezpieczona. Praktycznie ciąg ubezpieczeErozpoczynał siEod piargów po sam szczyt. Trudności nie stwierdziliśmy, toteż niezauważywszy znaleźliśmy siEprzy charakterystycznej budowli (Aljażev Slop) wieńczącej najwyższy szczyt Słowenii. Ukoronowaniem naszego wysiłku był widok, może nie najlepszy, ale jednak zadowalający. Pojawiają siEnatychmiast plany, aby coś jeszcze zaliczyE może Jalovec, który tak dostojnie siEprezentuje na horyzoncie. Jednak nie czas na rozbudowane kontemplacje panoram, trzeba naprzód, bo droga powrotna daleka i nieznana. Oczywiście miłe atrakcje w postaci sztyftów, lin i klamer. Oczywiście zabezpieczenia są konieczne, szczególnie z uwagi na fakt, że Słoweńcy muszą zdobyETriglava, a nie idą za tym umiejętności górskie. Obniżyliśmy siEna Triglavską SkrbinEa następnie poprzez kruchy żleb i eksponowany trawers obniżyliśmy siEna plateau, gdzie natrafiliśmy na lekkie problemy orientacyjne, szybko jednak dzięki właściwej postawie Kierownika zażegnane. Schodzimy przez mały śnieżnik na graEPlemenic podziwiając powiększającą siEz każdym krokiem północną ścianEnarodowej góry Słoweńców. Napowietrzna graE którą wiedzie via ferrata Bamberga jest arcyciekawa i niezmiernie widokowa: pionowe ścianki, kominki i lufa jak siEpatrzy. Warto tych trudności nie bagatelizowaE skutki mogą byE bowiem co najmniej niemiłe. Warto też byEobytym z wysokością i metalowymi ubezpieczeniami. Przyczynia siEto w znaczący sposób do redukcji inwektyw oraz połajanek wykrzykiwanych przez Kierownictwo. Ostatnie sztyfty, jesteśmy na przełęczy Luknja (1758 m). Czas na lunch.
Dajemy szansEKierownikowi wykazania siEkulinarnie, tradycyjnie nie zawodzi. Zaczyna nam doskwieraEbrak cieczy, bo upał staje siEniemiłosierny. A przed nami ostatnia prosta: zejście do Doliny Vrata, które jak siEokazało nie było ani krótkie, ani miłe, ani przyjemne. Schodzi siEprzez aktywne gruzowisko skalne, aktywne przy każdym kroku, małe lawinki, większe, potknięcia, szukanie równowagi, ekwilibrystyka na stoku. Padła więc komenda: zachowaEodstęp i k... uwaga na kamienie. Tak miło żegnał nas Triglav patrząc północną ścianą na nasz exodus. Dochodzimy do potoku, uzupełniamy płyny ustrojowe, aczkolwiek nie za bardzo, bo do parkingu niedaleko, a w bagażniku czeka przecież na nas mała, zimna niespodzianka. Tylko kierownik dał wyraz swojemu dobremu samopoczuciu dokonując w lodowatej (czyli z pól śnieżnych płynącej) wody ablucji zmywając kurz słoweńskiego piargu. Ufam, że poniżej nie było zbyt blisko ujęcia wody pitnej. W doskonałych nastrojach stanęliśmy przed naszym wozem po 28 godzinach akcji górskiej. Jeszcze tylko wizyta w Bledzie, piwko na brzegiem pięknie położonego jeziora, Loiblpass, sklep wolnocłowy i obranie kursu powrotnego.
-- Rufin --
|